W sklepie z odzieżą używaną cena zależy od dnia tygodnia bardziej niż od metki. Zasada jest prosta: w dniu dostawy wybór jest najlepszy, a cena najwyższa, potem każdego dnia towar tanieje, aż do ostatniego dnia przed nową dostawą, gdy zostaje to, czego nikt nie chciał, za kilka złotych. Po jesienną kurtkę czy wełniany sweter idzie się więc na dostawę. Po bawełniane koszulki, dziecięce ubrania na zmianę i materiały do przeróbek warto przyjść pod koniec cyklu.
Jak działa cykl cenowy w ciucholandzie?
Większość second handów w Polsce dostaje nowy towar co tydzień albo co dwa tygodnie, w stały dzień. Informacja wisi zwykle na drzwiach: „dostawa we wtorek" albo tabela z cenami na kolejne dni. Pierwszego dnia kilogram kosztuje najwięcej, czasem kilkadziesiąt złotych. Z każdym dniem cena spada o kilka czy kilkanaście procent, a w ostatnim dniu część sklepów przechodzi na stałą kwotę za sztukę.
Nie każdy sklep sprzedaje na wagę. Część wycenia każdą rzecz osobno, zwłaszcza kurtki, płaszcze i buty. Wtedy zamiast wagi spada cena na metkach, na przykład o połowę w połowie cyklu. Warto zapytać przy kasie, jak to wygląda w danym miejscu, bo sprzedawczynie zwykle chętnie tłumaczą, kiedy opłaca się wrócić.
Kiedy iść po co? Kalendarz na jeden cykl
- dzień dostawy – kurtki, płaszcze, wełniane swetry, dobre jeansy i buty, bo to znika w pierwszych godzinach,
- drugi i trzeci dzień – koszule, spódnice, bluzy i rzeczy dziecięce, wybór nadal przyzwoity, a cena już niższa,
- środek cyklu – pościel, zasłony, obrusy i ręczniki, które rzadko kupuje się w pośpiechu,
- ostatni dzień – bawełniane koszulki na co dzień, ubrania dla dzieci do przedszkola i rzeczy do przeróbek.
Jesień to najlepszy moment w roku na cięższe ubrania. Sklepy dostają wtedy więcej kurtek i swetrów, a klienci jeszcze nie myślą o zimie. W listopadzie, gdy przychodzą pierwsze przymrozki, na dostawę przychodzi więcej osób i najlepsze płaszcze znikają w godzinę.
Jak sprawdzić ubranie, zanim trafi na wagę
Najtańsza rzecz jest droga, jeśli nie da się jej nosić. Kilka rzeczy sprawdza się w kilkadziesiąt sekund, bez przymierzalni. Zamek błyskawiczny trzeba przesunąć w obie strony do końca. Szwy pod pachami i w kroku oglądać pod światło. Mankiety i kołnierz obejrzeć od wewnątrz, bo tam widać zużycie najwcześniej. Wełnę i kaszmir wąchać i oglądać pod kątem dziurek po molach.
Plamy na jasnych rzeczach rzadko schodzą w domu, więc lepiej je sobie odpuścić. Mechacenie na swetrze to z kolei drobiazg, który usuwa golarka do ubrań za kilkanaście złotych. Brak guzika to też nie powód do rezygnacji, jeśli reszta jest w dobrym stanie.
Po powrocie do domu — pranie i rachunek
Każdą rzecz z second handu trzeba wyprać przed pierwszym założeniem, w najwyższej temperaturze, jaką dopuszcza metka. Kurtki i płaszcze, których nie da się prać w pralce, warto przynajmniej przewietrzyć przez dzień na balkonie.
Na koniec prosty rachunek. Wełniany płaszcz za kilkadziesiąt złotych kupiony na dostawę to wciąż ułamek ceny nowego. Pięć koszulek z ostatniego dnia za kilka złotych sztuka wychodzi taniej niż jedna z sieciówki na wyprzedaży. Kto zna dzień dostawy w swoim sklepie, oszczędza na ubraniach więcej niż na jakiejkolwiek sezonowej akcji rabatowej.